fot. By Ryszard Hołubowicz (lublin.com.pl) [CC BY-SA 3.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], via Wikimedia Commons

Wydaje się, że pranie pieniędzy z PE, wyprowadzanie środków pochodzących z subwencji budżetowych do fundacji i odpływ działaczy do innych ugrupowań to gwoździe do trumny partii Janusza Korwin-Mikkego.

W roku 2014 ugrupowanie Korwina – Kongres Nowej Prawicy zajęło doskonałe, 4. miejsce w wyborach do Parlamenty Europejskiego. Zdobyło wówczas 7,2% wszystkich głosów. Jednym z europosłów został sam Janusz Korwin-Mikke. Zaledwie rok później jego partii zabrało 0,25 punktu procentowego, aby wejść do Sejmu. Taki wynik zapewnił jednak wysoką subwencję w wysokości niemal 4 mln zł rocznie. Władze partii były zdania, że pieniądze te trzeba zbierać na wybory w latach 2018-2020. Tak się nie stało.

Okazuje się, że pieniądze z partii wręcz wypływały. Wiele przelewów wykonano na tajemnicze fundacje związane z członkami ugrupowania. Wśród faktur znaleźć można wiele umów cywilnoprawnych z kancelariami adwokackimi. Spora suma wpłynęła na konto Przemysława Wiplera, który szybko zdobył wysoką pozycję w partii Wolność, a więc nowym ugrupowaniu Korwin-Mikkego.

Wipler formalnie pracował za darmo, aż do chwili, gdy na jaw wyszły jego przekręty w związku z fundacją Wolność. Wipler traktował pieniądze fundacji jak własne i wydawał je chętnie na swoje rozrywki. Wówczas okazało się, że partia tylko w ciągu 6 miesięcy wypłaciła na konto wskazane przez Wiplera niemal 100 tysięcy złotych.

Na jego życzenie pieniądze trafiały do kancelarii adwokackiej. Oficjalnie były honorarium za usługi prawne, ale w praktyce spraw wygląda zupełnie inaczej. Rok temu członkowie partii Wolność deklarowali, ile chcieliby miesięcznie zarabiać. Wipler zaznaczył kwotę 15 tysięcy złotych netto. Jako sposób płatności wybrać przelew pieniędzy na konto adwokata.

Problemem jest również wyłudzanie pieniędzy z europarlamentu przez polityków Wolności. Znajomi i członkowie rodzin byli zgłaszani jako asystenci akredytowani. Wprawdzie nigdy nie pracowali w ten sposób, ale w zamian za to mogli liczyć na profity finansowe. Teraz partia czeka w związku z tym na kary finansowe. Partia Marine Le Pen z Francji za podobny proceder zapłaciła aż 2 mln euro. Dla Wolności to kwota ogromna.

Rok temu podczas planowania budżetu partii na rok 2017 skarbnik Robert Jarosław Iwaszkiewicz chciał promesy, że w razie nałożenia kary na europosłów, zapłaci je ugrupowanie. Sam Iwaszkiewicz fikcyjnie zatrudniał żonę Wiplera, co zresztą naprowadziło kontrolerów na nieprawidłowości w partii Wolność.

Korwin-Mikke sobie nic z tego na razie nie robi. Do takich sytuacji jest w końcu przyzwyczajony.

ŹRÓDŁOwpunkt.pl / fakt.pl
PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here