Jeszcze kilka lat temu polityczne ksywki powstawały na sejmowych korytarzach. Dzisiaj rodzą się przede wszystkim na Twitterze.

Pseudonim musi być krótki, łatwy do wymówienia i zapadać w ucho. Dobrze też, jeśli budzi pozytywne skojarzenia. Tak jest w przypadku przemysłu filmowego czy muzycznego, w polityce niekoniecznie. Im bardziej złośliwe przezwisko, tym lepiej. Pseudonimy tworzy się bowiem głównie dla politycznych przeciwników.

Krótką i łatwo zapadającą w pamięć ksywką, która przylgnęła jak magnes do Janusza Korwina-Mikke jest „Krul”. Hasło, celowo pisane z błędem, z jednej strony nieco wyśmiewa nieletnich zwolenników polityka udzielających się głównie w internecie, z drugiej wskazuje korzenie monarchistyczne i antydemokratyczne oraz jest na tyle nośne, że wykorzystywane przez partię Korwina w kampaniach i promocji jego wizerunku.

W polskim Sejmie najwięcej ksywek pochodzi od imienia lub nazwiska. Jacka Kurskiego nazywa się Kurą, Marka Suskiego Susłem, a Krzysztofa Tchórzewskiego Tchórzem. Podobnych przykładów jest mnóstwo. Największej ilości pseudonimów doczekał się Jarosław Kaczyński – Kaczor, Kaczafi, Jarkacz czy Naczelnik. Dla przeciwników politycznych określenia te mają wydźwięk negatywny, ale co ciekawe, tak nazywają Kaczyńskiego niekiedy i koledzy z partii.

Wydaje się, że złośliwe przezwisko napiętnuje i ośmiesza polityka, ale paradoksalnie niekiedy może mu pomóc. Dobra ksywa to sposób na wyróżnienie z grona innych, mniej rozpoznawalnych twarzy polskiej polityki. Wiele popularnych pseudonimów narodziło się także w prasie. Hanna Gronkiewicz-Waltz nazywana jest bufetową, a nieżyjącego już Andrzeja Leppera określano mianem Mulata. Zdecydowana większość polityków o takie określenia się jednak nie obraża.

Swego czasu rządzącego TVP Andrzeja Urbańskiego nazywano Pontonem. Nie znosił od tego. Określenie to odnosiło się do jego tuszy i nie tylko. Urbański potrafił bowiem utrzymać się na powierzchnie niezależnie od okoliczności. Jakiś czas temu popularne stało się określenie Grzegorza Schetyny – Zniszczę cię. Używa on często takich słów podczas rozmów. Dobra ksywka musi bowiem odzwierciedlać charakter danej osoby. Dlatego Radosława Sikorskiego słynącego z narcystycznego usposobienia nazywano Lustrem i Księciem, a wysokiego Romana Giertycha Koniem.

ŹRÓDŁOwpunkt.pl / dziennik.pl
PODZIEL SIĘ

3 KOMENTARZE

  1. Kaczyńskiego niektórzy nazywają też Kwachu, a Komorowskiego Bul (to było chyba, że w jakiejś księdze kondolencyjnej napisał ból przez u). Z kolei prezydentowi Dudzie przekręcają trzecią literę nazwiska o 180 stopni.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here