fot. angol [CC BY-SA 3.0] Wikimedia Commons

Rzecznik Finansowy zwraca uwagę na to, że ubezpieczyciele rzadko sami podpowiadają klientom za co mogą żądać wypłaty pieniędzy z tytułu szkody po nawałnicach.

– Nasze doświadczenia z lat poprzednich pokazują, że po pierwszych komunikatach ubezpieczycieli o tym jak mobilizują siły, żeby obsłużyć napływające zgłoszenia, przychodzi etap wyliczania odszkodowań, w którym za każdym razem pojawiają się podobne problemy. Mam nadzieję, że tym razem będzie ich mniej, skoro ubezpieczyciele w ostatnim czasie tak dużo mówią o dbałości o swoją reputację – zwraca uwagę dyrektor Wydziału Klienta Rynku Ubezpieczeniowo-Emerytalnego w biurze Rzecznika Finansowego, Krystyna Krawczyk.

Większość ubezpieczycieli nie mówi o możliwych roszczeniach, z którymi można się zgłosić, a są to m.in. koszty prac i materiałów wykorzystanych do zabezpieczenia mienia przed dalszym niszczeniem. Z naprawą wcale też nie trzeba czekać na pojawienie się rzeczoznawcy przysłanego przez ubezpieczyciela. Wystarczy bowiem zrobić jedynie dokumentację zdjęciową i spisać to, co zostało zniszczone.

– Im więcej tych zdjęć zrobimy i im dokładniej będą one pokazywały zniszczenia tym mniej potem podstaw do kwestionowania przez ubezpieczyciela rozmiarów szkody. Dobrze też zniszczone zdemontowane elementy zgromadzić w jednym miejscu, żeby umożliwić ich oględziny przedstawicielowi ubezpieczyciela – radzi Krystyna Krawczyk.

Wiele uszkodzonych budynków należy do rolników i jest objętych obowiązkowym ubezpieczeniem. Jednak odszkodowanie nie wystarcza często na odbudowę.

– Już przy zawieraniu umowy stosowana jest w większości wypadków tzw. amortyzacja. To znaczy, że przy określaniu sumy ubezpieczenia, na jaką ubezpieczony jest budynek, uwzględnia się jego zużycie techniczne. Problem w tym, że po szkodzie niektóre zakłady ubezpieczeń pomniejszają odszkodowanie o wskaźnik amortyzacji raz jeszcze. Prowadzi to do znacznego zaniżenia świadczenia – podkreśla ekspertka.

Poza tym poszkodowani często stykają się z zastosowaniem zasady proporcji. Jest ona stosowana przez zakłady wówczas, gdy suma ubezpieczenia ustalona w czasie podpisywania umowy nie jest równa wartości mienia w danym momencie. Wówczas ubezpieczyciel nie pokrywa całościowych kosztów naprawy, ale jedynie ich część.

– Zgodnie z orzecznictwem sądów, ubezpieczyciele powinni pokrywać rzeczywistą wartość szkody, a jedyną granicą jest ustalona z klientem suma ubezpieczenia. Jeśli naprawa zniszczonego dachu to koszt 30 tys. zł, to właśnie tyle powinien otrzymać klient. Bez względu na to, czy suma ubezpieczenia odpowiada wartości mienia czy też została zaniżona. Jeśli dom został ubezpieczony na 100 tys. zł i został zupełnie zniszczony, to odszkodowanie powinno wynieść 100 tys. zł – zauważa radca prawny w biurze Rzecznika Finansowego, Aleksander Daszewski.

Poza tym w poprzednich latach sporym problemem było obniżanie odszkodowań za zniszczone mienie o kwoty otrzymane w ramach pomocy publicznej.

– Mam nadzieję, że po uchwale Sądu Najwyższego z ubiegłego roku, który uznał takie działania za nieuprawnione, obecnie tego typu praktyki nie będą miały miejsca. Jeśli kogoś spotka taka sytuacja, jesteśmy gotowi zająć się taką sprawą w trybie interwencyjnym, a jeśli to nie pomoże, wspierać tzw. istotnym poglądem w razie sporu sądowego – dodaje radca.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here