fot. ANBerlin, Flickr.com

„Der Spiegel” poinformował, że niemiecka policja popełniła kardynalne błędy w czasie działań operacyjnych przeciwko Tunezyjczykowi Anisowi Amriemu w grudniu ubiegłego roku, gdy porwał on ciężarówkę i po zastrzeleniu polskiego kierowcy wjechał w tłum w Berlinie, zabijając 12 osób.

Amri miał przybyć do Berlina 18 lutego. Policja w Nadrenii Północnej-Westfalii kontrolowała jego rozmowy w sieci z bojownikami ISIS i uznała go za osobę niebezpieczną, która może dokonać w każdej chwili aktu przemocy. Amri miał również kupować materiały wybuchowe. Dlatego też stołeczna policja otrzymała polecenie jego obserwowania. Jednak berlińscy policjanci zabrali podejrzanego na komendę i zarekwirowali mu znajdujący się na podsłuchu telefon komórkowy.

Od tej chwili Tunezyjczyk wiedział o działaniach operacyjnych policji i ostrzegł innych islamistów. Agent policji, który działa w kręgach bojowników islamskich zeznał, że Amri poinformował go o przesłuchaniu w Berlinie oraz o konfiskacie telefonu. W tym samym czasie radykalny kaznodzieja Boban S. zwany „Serbem” zaapelował do islamistów o ostrożność. Powiedział, aby nie zabierali swoich telefonów komórkowych podczas podróży.

To jednak nie jedyny błąd w tym przypadku. W marcu ubiegłego roku w Oberhausen pracownica urzędu miasta ostrzegła Amriego, że musi uważać, bo policja podejrzewa go o wyłudzanie świadczeń.

Tunezyjczyk 19 grudnia zastrzelił polskiego kierowcę ciężarówki wjeżdżając w tłum na jarmarku bożonarodzeniowym w centrum Berlina. 12 osób zginęło, a ponad 50 zostało rannych. Amri, który zbiegł z miejsca zamachu, został zastrzelony 4 dni później pod Mediolanem.

Tunezyjczyk był dobrze znany niemieckiej policji. Jednak zagrożenie z jego strony zostało zbagatelizowane. Powołana przez władze komisja analizuje obecnie przyczyny nieprawidłowości.

ŹRÓDŁOwpunkt.pl / tvn24.pl
PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here