fot. Pexels

„Ustawa o świadczeniu usług elektronicznych w społeczeństwie informacyjnym” – to robocza nazwa dla działań mających na celu uregulowanie kilku znaczących kwestii dotyczących zasad korzystania z internetu. Obserwatorzy zarzucają autorowi, czyli Ministerstwu Cyfryzacji, zbytnią ingerencję w wolność słowa charakterystyczną dla sieci, a ministerstwo te zarzuty odpiera.

Dokument będący rodzajem wersji roboczej ustawy został ujawniony w zeszłym tygodniu. Rzecznik ministerstwa Karol Manys powiedział, że nie jest to stricte projekt ustawy, a dokument podsumowujący pewne działania. Został on przesłany podmiotom z branży do konsultacji. Wiele kwestii wzbudza kontrowersje w środowisku.

Jedną z nich jest zakaz regulowania treści na podstawie regulaminu danej strony. Dzięki takiemu zapisowi wydawcy i autorzy stron nie będą mogli między innymi kasować komentarzy w oparciu o własny regulamin, a Facebook nie będzie mógł usuwać fanpejdży. Największy obecnie na świecie portal społecznościowy i jemu podobne będą na mocy ustawy podlegać polskiemu prawu. Internauta, którego komentarz został wycięty, będzie mógł odwołać się do sądu 24-godzinnego, co może spowodować zbytnie obciążenie tych organów błahymi sprawami.

Wydawcy bronią się twierdzeniami, że zakazy spowodują zalanie internetu jeszcze większą liczbą wulgarnych i hejterskich treści. Obawiają się oni też innego zapisu mówiącego o zakazie blokowania dostępu do treści. Może on oznaczać zakaz używania paywalla, czyli pobierania opłat za dostęp do zasobów danej strony. Dla wielu wydawców to obecnie podstawowy model biznesowy.

Według ministerstwa celem wprowadzenia takich regulacji jest również walka z tzw. fake news, czyli nieprawdziwymi informacjami, publikowanymi głównie w celach propagandowych. To czytelnicy mają decydować własnymi głosami,  tym czy dany tekst spełnia znamiona nieprawdziwego.

Choć komentatorzy zarzucają projektowi „nakładanie kagańca” na internet, rzecznik ministerstwa broni projektu, twierdząc, że ma on na celu coś odwrotnego, czyli zwiększenie swobody wypowiedzi.

 

ŹRÓDŁOwpunkt.pl / interia.pl
PODZIEL SIĘ

1 KOMENTARZ

  1. Nie ma to jak regulować czyjąś własność. Ot domena socjalistów, opieką trzeba obłożyć wszystkich i wszystko, nie bacząc czy ktoś tego chce czy nie. Niektórzy zapominają, że internauta wchodząc na czyjąś stronę, zazwyczaj przy rejestracji ostatecznie przy umieszczaniu komentarza akceptuje regulamin, w którym to nierzadko zrzeka się praw do własności komentarza. Przeszkadza mu to, to warto wybierać strony gdzie ktoś wbija w hejty i traktuje wolność słowa poważnie lub założyć własną stronę, ale po co? Łatwiej przecież komuś narzucać swoje racje za pomocą brudnych rąk rządu i jego ustaw niż samemu coś zrobić.

    „rzecznik ministerstwa broni projektu, twierdząc, że ma on na celu coś odwrotnego, czyli zwiększenie swobody wypowiedzi.”
    Chce zwiększać swobodę wypowiedzi… tylko tych, które są zgodne z linią partii. Reszta do kubła 😛

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here