jarmoluk (CC0), Pixabay

Piłkarska reprezentacja Polski rozegrała dwa spotkania towarzyskie. W poprzedni piątek Biało-Czerwoni zmierzyli się z Nigerią. Przegraliśmy 0:1. We wtorek w kolejnym sprawdzianie przed mistrzostwami świata w Rosji zagraliśmy z Koreą Południową. Wygraliśmy 3:2 ale naszym zdaniem wynik zaciemnia prawdziwy obraz naszej reprezentacji. Ale po kolei. Z trybun wrocławski mecz obserwował szczeciński dziennikarz Jakub Lisowski, który opisał dla nas co widział i słyszał na wrocławskim stadionie.

Frekwencja doskonała

– Taniej nie będzie! – zachęcał sprzedawca reprezentacyjnych gadżetów, który kibiców-klientów łapał już przy wysiadce z tramwaju. Dobrze, że nie wszyscy dali się nabrać.

Właśnie na Stadionie Wrocław rozegrany został pierwszy tegoroczny mecz towarzyski polskiej reprezentacji, który zapoczątkował przedostatni etap przygotowań do Mistrzostw Świata w Rosji (czerwiec-lipiec). W tym czasie trenerzy reprezentacji z Adamem Nawałką będą obserwować kandydatów do wyjazdu do Rosji, będą analizować ich formę i możliwości rozwoju, a także to, ile mogą dać drużynie w różnych ustawieniach taktycznych. Trwa bowiem okres sprawdzania optymalnych ustawień. Rozpoczęło się to jeszcze jesienią podczas spotkań towarzyskich z Urugwajem i Meksykiem.

Spotkanie we Wrocławiu cieszyło się ogromnym zainteresowaniem. Frekwencja wyniosła ponad 40 tys., ale chętnych na bilety było kilka razy więcej. Na trybunach nie zabrało kibiców ze Szczecina i Polic. Wszyscy – przyjechali z wiarą w dobry wynik. Stadion opuszczali w gorszych nastrojach, ale wielu z nich wybiera się do Rosji. Reprezentacja ma swoje pięć minut. Na szczęście to już nie te czasy, gdy była szydzona za słabe wyniki, czy korupcję w polskich rozgrywkach. Kadra ma gwiazdy (Robert Lewandowski, Łukasz Fabiański, Piotr Zieliński, Kamil Glik, czy też piłkarzy jakoś związanych z naszym regionem – Kamil Grosicki oraz Grzegorz Krychowiak). Świetną robotę wykonuje też sztab ludzi zaangażowanych w portal laczynaspilka.pl. Dzięki temu inaczej patrzymy na wydarzenia piłkarskie w Polsce, wciąż rośnie zainteresowanie i popularność. Śmiało można powiedzieć, że niemal wszystko co dzieje się wokół kadry jest już na europejskim poziomie.

Organizacyjne niedoróbki

I to było też widać we Wrocławiu. Od rana do miasta przyjeżdżali kibice. O ile w centrum fani byli widoczni, to samo miasto jakby nie chciało wykorzystać tego wydarzenia. Mało było plakatów, mało informatorów. Urzędnicy zadbali o dodatkową komunikację na obiekt, ale przyznajmy to uczciwie – trudno było się w tych komunikatach połapać. A po meczu kolejki do autobusów i tramwajów były tak ogromne, że aż dziwiło, że Wrocław nie podstawił więcej połączeń z centrum miasta. Po meczach Pogoni dużo łatwiej dojechać do celu, choć oczywiście o innej skali mówimy.

Na samym stadionie na kłopoty natrafili też dziennikarze, ale nie dlatego, że czegoś nie było. Wszystko niby dobrze działało, ale… jak wszyscy chcieli przesłać zdjęcia czy wiadomości, jak każdy szukał czegoś w internecie, to przepustowość sieci była mocno obciążona. W tym elemencie musi nastąpić poprawa, bo i fani nie mogli na bieżąco publikować swoich stadionowych zdjęć.

Handlarze naciągacze

Atmosfera przed meczem, w trakcie i po spotkaniu – bardzo spokojna, fajna.

Byli i tacy sympatycy, którzy na mecz wybrali się bez choćby szalika. Na takich czekali sprzedawcy. Na różne sposoby zachęcali, naciągali i towar schodził. Szaliki od 20 złotych, koszulki – zwykłe t-shirty – od 40, czapki – od 25 zł, gumowe opaski od 10 zł, małe wuwuzele – od 15 zł.

– Taniej nie będzie – zachęcał sprzedawca reprezentacyjnych gadżetów, który kibiców-klientów łapał już przy wysiadce z tramwaju. Dobrze, że nie wszyscy dali się nabrać. Bo nawet przy samej bramie wejściowej był straganik z ciekawymi artykułami po dużo niższych stawkach.

Nie zabrakło też gadżetów, które rozdawali sponsorzy reprezentacji, a we Wrocławiu największym powodzeniem cieszyły się chusty.

Karny i po meczu

Jak wiadomo Polska przegrała z Nigerią 0:1. Nie grała źle, bardziej sprawiedliwym wynikiem byłby remis, a nawet to Biało-Czerwoni stworzyli więcej sytuacji bramkowych. Ale jeden błąd w defensywie i sędzia podyktował karnego. Celne trafienie rozstrzygnęło widowisko. A po ostatnim gwizdku rozpoczęła się jedna wielka analiza fanów.

– Kurzawa tak, Kownacki nie – mówił pan Robert Augustyn z Polic.

Zdaniem większości obserwatorów w tej sytuacji arbiter popełnił błąd. Piłka całym obwodem przekroczyła linię bramkową. Foto: laczynaspilka.pl

Pomocnik Górnika Zabrze Rafał Kurzawa faktycznie zaliczył dobry debiut. Przede wszystkim pokazał zaangażowanie, ale i świetnie wykonywał stałe fragmenty gry, a to może być ogromny atut w meczach podczas mundialu. Dawid Kownacki zbiera coraz więcej dobrych recenzji w Serie A, ale nie olśnił. Z dwójki innych debiutantów – Bartosza Białkowskiego i Przemysława Frankowskiego – lepiej spisał się skrzydłowy Jagiellonii Białystok, choć trzeba przyznać, że Frankowski lubi być wyżej ustawiany, a we Wrocławiu sporo pracował też w obronie.

Wynikało to z tego, że selekcjoner Nawałka próbował grać trójką obrońców w środku i dwoma zawodnikami, którzy mieli ostro pracować na bokach – w obronie i ataku. Taki pomysł ma zapewnić Polsce awans z grupy, a przecież trafiliśmy na bardzo mocne zespoły Kolumbii (w towarzyskim spotkaniu potrafiła wygrać w Paryżu z Francją 3:2, choć przegrywała 0:2), Japonią czy Senegalem.

– Uważam, że powinniśmy pozostać przy ustawieniu 4-4-2 lub przechodzić na 4-3-3, co najlepiej nam wychodziło w udanych eliminacjach do mundialu – dodawał pan Robert.

– Rozumiem Nawałkę. Pewne rzeczy już potrafimy, ale zostaliśmy rozszyfrowani. Teraz chcemy czymś zaskoczyć rywali – dodał Krzysztof z Polic, który na mecz przyjechał w małżonką.

Wynik zaciemnił rzeczywistość

Tyle piórem Jakuba Lisowskiego. We wtorek Polacy zagrali w Chorzowie z Koreą Południową. Według rankingu FIFA nasi rywale to najsłabsza z ekip które zagrają w Rosji. Wygraliśmy 3:2, ale czy jest z się z czego cieszyć?

Udany występ Kamila Grosickiego był jednym z niewielu jaśniejszych punktów spotkania z Koreą. Foto: laczynaspilka.pl

O ile w pierwszej połowie graliśmy nieźle, o tyle druga część gry to była katastrofa. Podopieczni Adama Nawałki zupełnie nie radzili sobie z presją wywieraną przez Azjatów. Mieliśmy kolosalne problemy z wyjściem z piłką z własnej połowy. I wcale nie wynikało to z obranej przez selekcjonera defensywnej taktyki na utrzymanie korzystnego wyniku. Koreańczycy całkowicie nas zdominowali. Pod naszą bramką co chwilę dochodziło do bardzo groźnych sytuacji. Gol wisiał na włosku. I wreszcie w ciągu dwóch minut straciliśmy dwie bramki. Zwycięstwo uratował Zieliński, piłkarz o niesamowitym potencjale. Ostatecznie wygraliśmy, ale ten mecz powinien być sygnałem ostrzegawczym. Na szczęście do MŚ jest jeszcze trochę czasu, bo z taką grą jak w ostatnim dwumeczu, na odegranie większej roli w turnieju raczej nie mamy co liczyć..

Źródło: Tygodnik Policki / autor lis, dj

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here