Mateusz Urban po raz pierwszy publicznie zaprezentował się rok temu rozpoczynając autorski cykl filmów „Fundamenty Ekonomii”. Przez kolejne miesiące tłumaczył internautom podstawowe zagadnienia ekonomiczne. Średnia widownia jego programu w serwisie YouTube to ok. 3 tysiące osób. 23-letni Rzeszowianin lada chwila wylatuje do Stanów Zjednoczonych, by rozpocząć studia magisterskie na Uniwersytecie Duke’a. O wspomnianych „Fundamentach Ekonomii” i o tym, dlaczego polska edukacja ekonomiczna wciąż ustępuje tej na zachodzie opowiedział w najnowszym wywiadzie dla naszego portalu.

wPunkt: Sam jesteś jeszcze w trakcie nauki, a już zabrałeś się za przekazywanie wiedzy innym. Jakie są Twoje kompetencje w zakresie ekonomii?

Mateusz Urban: Wolałbym, gdyby na temat moich kompetencji wypowiadali się czytelnicy moich artykułów albo widzowie filmów ekonomicznych; samemu ciężko jest w tej mierze być w stu procentach obiektywnym. Podchodząc jednak do tego pytania od strony formalnej – ukończyłem studia licencjackie na Uniwersytecie w Nottingham w Wielkiej Brytanii. Mniej znanym od Oxfordu czy London School of Economics, ale znajdującego się w czołówce uczelni brytyjskich jeśli chodzi właśnie o ekonomię.

Na kompetencje ekonomiczne wpływa jednak również cały szereg innych czynników oprócz formalnej edukacji. Przede wszystkim mam na myśli staże i praktyki. W moim przypadku jeszcze podczas studiów odbyłem staż naukowy w Institute of Economic Affairs w Londynie, ekonomicznym think-tanku czerpiącym z tradycji takich ekonomistów jak Friedrich Hayek czy Elinor Ostrom, gdzie napisałem pracę naukową poświęconą tzw. standardowi złota. Oprócz IEA, pracowałem wakacyjnie również w Narodowym Banku Polskim i na Giełdzie Papierów Wartościowych.

Co więcej, od sierpnia rozpoczynam studia magisterskie z ekonomii politycznej na Uniwersytecie Duke’a w USA.

wPunkt: Polskie uczelnie wyższe nie są dobrym miejscem do zgłębiania tajników ekonomii?

Mateusz Urban: Ciężko jest jednoznacznie odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Po pierwsze, krajobraz polskiego szkolnictwa wyższego nie jest jednolity – jakość nauczania ekonomii różni się w sposób znaczący pomiędzy uczelniami. Tutaj, tak jak w przypadku innych kierunków, możemy w mojej opinii zaobserwować wyraźny podział na kilka najlepszych uczelni (vide Uniwersytet Warszawski, Szkoła Główna Handlowa i uniwersytety innych większych miast w Polsce) i resztę. Nie znaczy to oczywiście, że względnie lepszy poziom nauczania w „czołówce” pozwala na twierdzącą odpowiedź na Pana pytanie. Według mnie jest zupełnie odwrotnie.

Dlaczego? Temat jest ogromny, dlatego zasygnalizuję tylko kilka sfer w których polskie uczelnie, nawet te najlepsze, znacznie odbiegają od standardów obecnych na uczelniach brytyjskich czy amerykańskich. Po pierwsze, wciąż są nastawione na odtwórczy tryb nauki – studentom jest przedstawiany pewien materiał (podczas wykładów i ćwiczeń) który następnie mają odtworzyć na kolokwiach i egzaminach, co najczęściej nie wymaga kreatywności i krytycznego myślenia. Po drugie, w Polsce studenci piszą bardzo mało samodzielnych prac. Zdecydowana większość przedmiotów oceniana jest na podstawie kolokwiów i egzaminów, a nie esejów. Z mojego doświadczenia to te ostatnie były najbardziej wymagającą częścią studiów, ale to one pozwoliły mi najwięcej nauczyć się na studiach. Podobnie sprawa ma się z pracą grupową (eseje, prezentacje etc.). Ostatnim z ważnych czynników jest przeciążenie polskich studentów przez liczbę godzin, którą muszą spędzić na uczelni, niejednokrotnie uczęszczając na tzw. „upychacze”, czyli przedmioty nie wprowadzające żadnej realnej wartości dla samego studenta, ale obowiązkowe i obecne w planie zajęć. Dla porównania, w Nottingham na trzecim roku studiów tygodniowo miałem 8 godzin zajęć (a nie 20-40, jak ma to miejsce w Polsce).

Inną kwestią jest też brak w Polsce ekonomistów światowej, bądź nawet „regionalnej” klasy (wyjątki możemy policzyć na palcach jednej ręki, jak na przykład prof. Andrzej Rzońca czy prof. Cezary Wójcik). Bez dobrych ekonomistów, nie ma dobrych badań i nie ma ciekawych wykładów – a to sprawia, że mało osób uważa zawód akademickiego ekonomisty za prestiżowy. Studenci wolą pracę w banku lub branży doradczej. Koło się zamyka.

wPunkt: „Długoterminowo pragnę działać na rzecz stworzenia w Polsce uczelni ekonomicznej, która przejmie najlepsze światowe wzorce” – czego brakuje polskim uczelniom, tzn. co musiałyby poprawić w swoim funkcjonowaniu, aby osoby takie jak Ty jako priorytet stawiały sobie studia właśnie w Polsce?

Mateusz Urban: Odpowiedź na to pytanie jest mocno związana z poprzednim. Oprócz przesunięcia nacisku z nauki w trybie odtwórczym na pracę indywidualną i pracę w grupach (co wiązałoby się niemal automatycznie z ograniczeniem liczby godzin wykładowych etc.), należałoby zadbać o dwie kolejne kwestie – tzw. „prostudenckość”, czyli sytuację, przykładowo, w której żmudne formalności, którymi musi zająć się student, zostałyby ograniczone do niezbędnego minimum. Innym przykładem mogłoby być jasne i przejrzyste zasady oceniania (np. podwójne sprawdzanie egzaminów przez profesorów z dwóch różnych uczelni, jak ma to miejsce w Wielkiej Brytanii).

wPunkt: Skąd motywacja, by tłumaczyć Polakom fundamentalne zasady ekonomiczne?

Mateusz Urban: Przede wszystkim z woli uporządkowania i przedstawienia polskiej publice podstawowych „praw” i koncepcji ekonomicznych, dzięki którym będzie możliwa walka z olbrzymią ilością ekonomicznych mitów, które wciąż są obecne tak w debacie publicznej jak i naszych prywatnych rozmowach. Dwie korzyści, które wynikają z takiej działalności to zwiększenie odporności Polaków na populistyczne postulaty gospodarcze, jak również większa świadomość ekonomiczna prowadząca do lepszych wyborów w biznesie etc.

Z bardziej osobistego punktu widzenia, wydaje mi się naturalne, że otrzymawszy możliwość studiów na bardzo dobrej angielskiej uczelni, będę chciał podzielić się wiedzą, którą tam zdobyłem, zrobić coś dla innych w ważnej dla mnie kwestii.

wPunkt: Panuje przekonanie, że młodzi Polacy, tzn. ci, którzy rodzili się i wychowywali po roku 1989 są zdecydowanie bardziej pro-wolnorynkowi, niż pokolenie ich rodziców. Zgadzasz się z tą opinią?

Mateusz Urban: Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Mimo to, tak, poniekąd zgadzam się z tą opinią, co jest dla mnie o tyle zaskakujące, że osoby ze starszego pokolenia mogły na własnej skórze doświadczyć konsekwencji funkcjonowania obu systemów.

Trzeba jednak pamiętać o dwóch kwestiach. Po pierwsze, w czasach komunistycznych nasi rodzice nie mieli dostępu ani do „kapitalistycznych” książek ekonomicznych (wyłączając drugi obieg, o siłą rzeczy ograniczonym zasięgu) ani do osób, które mogłyby przekonać ich do korzyści płynących z gospodarki sterowanej nie przez partyjnych biurokratów a przez gusta konsumentów. Moje pokolenie dojrzewało już w innym środowisku – z dostępem do artykułów, książek i osób, których nie było jak przeczytać ani posłuchać jeszcze kilkanaście lat wcześniej.

Ogromne znaczenie ma też w mojej ocenie internet, dzięki którym taka indywidualna edukacja ekonomiczna i niezależne kształtowanie poglądów na gospodarkę była możliwa.

wPunkt: W czyjej gestii powinna leżeć edukacja ekonomiczna Polaków – tak, by nie ulegała ideologizacji?

Mateusz Urban: Odpowiem w ten sposób – powinna leżeć w gestii ich samych. Polakom należy stworzyć możliwości samodzielnego kształcenia i dokształcania się w zakresie ekonomii, przede wszystkim poprzez stworzenie łatwo dostępnych i, co bardzo ważne, zrozumiałych dla przeciętnego Kowalskiego materiałów. Najlepiej, żeby taka wiedza docierała do ludzi różnymi kanałami, czy to w formie książkowego przewodnika po świecie ekonomii, portalu internetowego, czy filmów na Youtube. Przykładem wykorzystania tego ostatniego kanału są właśnie „Fundamenty Ekonomii”.

Nie możemy też zapominać o niemal zupełnym braku edukacji ekonomicznej w szkołach (pomijam tzw. „Podstawy Przedsiębiorczości” ze względu na brak przystosowania tych zajęć do późniejszych wyzwań stojących przed absolwentami). Nie rozumiem również, dlaczego ekonomia nie ma swojego egzaminu maturalnego, jak to ma miejsce chociażby w Wielkiej Brytanii. Niestety, ale kończymy naszą edukację będąc kompletnie „zielonymi” w zakresie wiedzy o działaniu gospodarki.

Pozwolę sobie na małą dygresję. Jeszcze niedawno próżno na polskim rynku było szukać książki opisującej podstawy zarządzania finansami osobistymi (czyli kolejnym, równie jak ekonomia zaniedbanym polem jeśli chodzi o edukację Polaków). Mimo to, zaczęły pojawiać się prywatne inicjatywy, które krok po kroku zmieniają tez obraz – wymienię tutaj działalność dziennikarza Macieja Samcika czy Michała Szafrańskiego, którego „Finansowy Ninja” to prawdziwy przebój na rynku wydawniczym ostatniego roku. Ekonomia wciąż czeka na swoich popularyzatorów.

wPunkt: Czy w najbliższej przyszłości, a więc podczas rocznego pobytu w Stanach Zjednoczonych nadal zamierzasz tworzyć filmy ekonomiczne dla polskiej publiczności?

Mateusz Urban: Oczywiście. Najwyższy czas nauczyć się samodzielnego montażu swoich filmów (śmiech). Mam głęboką nadzieję, że same studia pomogą mi na tworzenie jeszcze lepszych i ciekawszych materiałów dotyczących ekonomii – inspiracji nie powinno zabraknąć. W planach mam stworzenie własnej strony, na której będę udostępniał tak kolejne nagrania jak i regularnie prowadził ekonomicznego bloga. Już teraz serdecznie zapraszam wszystkich czytelników.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here